Wyprawa do Spain part.2 zdobycie Penyal D’Ifac
31.07.10r. 6:05 pobudka, planowanie, organizowanie, motywowanie kontrolowanie, czyli POMK:) Plan ustawiony podczas pierwszego wieczoru spędzonego przy basenie
Organizacja wzorowa, śniadanko, prowiant, strój-pełne obuwie i w drogę zdobyć Penyal D’ifac in Calpe. http://www.needahandspanishproperties.com/penyal-d’ifac.html Z domu z Albir w L’Alfàs del Pi podróż autem zajęła nam ok 40 min. Calpe, to niezwykla malownicza mieścina gdzie oprócz pięknych promenad i piaszczystej plaży gówną atrakcją jest właśnie owe wzgórze liczące 332m n.p.m.
Na miejsce dotarliśmy ok. 7.45 .Już na samym początku wyprawy ciekawy epizod, sprawdzcie sami:) w którą stronę mamy iść . . .
Rzecz jasna, wzgórze jest na tyle niewielkie, że drogi nie sposób nie dostrzec:). Żarty żartami, oznaczenia są czytelne i nie sposób nie odnalesc drogi. Nasza grupa liczy 3 osoby pełnoletnie oraz dwoje dzieci w wieku 12 i 13 lat. Nikt jednak nie wątpił, że możemy nie dać rady, choć z informacji które zdobyliśmy pokonanie trasy 332m to niby nic, a jednak. Pierwsze metry pokonane bez problemu, szeroką ścieżką z utwardzonych płaskich kamieni. Pierwsze widoki ukazały się przed nami, a to dopiero początek wyprawy:
Jeden z pierwszych punktów postojowych i widokowych gdzie nad bezpieczeństwem czuwały barierki. Słowo jeden nie bez powodu, gdyż w dalszej części wyprawy, takich miejsc ze względu na trasę po prostu nie było. Łyk wody, kilka fotek i w dorgę.
Wyzwania rozpoczęły się od tunelu, który powstał ok 100lat temu. Umożliwia on przedostanie się do wnętrza i kontynuowaniewspinaczki od wnętrza wzgórza.
Po wyjściu z tunelu podróż nabrała zupełnie innego wymiaru. Szlak nie był już wyłożony równą nawierzchnią, tylko skalistymi wybojami. Trasa za tunelem wymagała wsparcia liny celem zwiększenia bezpieczeństwa. Kilka kolejnych odcinków w najniebezpieczniejszych miejscach było również zaopatrzone w liny.
Zastanawiająca w tym wszystkim jest zieleń, która dodaje uroku. Mimo gorączki, która dociera z nieba. Temperatura wynosiła między 28 a 31 stopni. Ukojeniem był wiatr który wraz z morską bryzą niejednokrotnie dodawał otuchy. Po niezwykle trudnym odcinku nastał krótki odcinek w miarę prosty i relaksujący, ale nie na długo.
Widoki z każdym przebytym metrem nabieraja jeszcze większego uroku. Raz ze względu na zwiększającą się wysokosc, dwa powietrze robi się coraz bardziej krystaliczne.
Robienie zdjęć było utrudnione gdyż dużo odcinków pokonywaliśmy właśnie pod słońce. Jednak wczesna pora była w tym momencie dużym plusem, gdyż operacja słoneczna nie była jeszcze tak mocna. Mimo wszystko pot lał sie z czoła. Wszyscy jednak zaaferowani byłi aurą przyrody i poszukiwali co rusz miejsca by zrobić zdjęcie. W międzyczasie zaliczylismy mały postój na łyk wody i co niektórzy na papieroska! Chwila odpoczynku każdemu się przydała. Choć nie ukrywam że był to moment kryzysowy, robiło sie coraz upalniej, ale już po niespełna 5 min w droge, teraz w pionie!
I znów trasa się mocno zawęża i robi się niebezpiecznie. Przed nami odcinek z linami.
Udaje się pokonać kolejny odcinek specjalny. Jesteśmy już na półmetku i coraz bliżej celu, szczytu na wysokości 332m n.p.m
Cel coraz bliższy, jesteśmy już bardzo wyyysssokooo. Pomimo tak trudnej trasy humor dopisywał każdemu. Chęc zdobycia góry oraz warunki które napotykalismy były głównymi tematami rozmów, nie brakowało również żartów. Po ok 45 minutach każdy nabrał tempa i wprawy. Ku zaskoczeniu im wyżej tym lepiej nam sie szło.
Ostatnia dłuższa prosta i na horyzoncie szczyt!
Strój nie sprawia wrażenia wspinaczkowego, chyba każdy się zaskoczył tymi odcinkami specjalnymi, linami itp:) Na krótko przed dotarciem do celu pojawia sie chwila zwiątpienia, dokładnie po 1h,21 minutach, ale wspólna motywacja i wsparcie pozwala nam iśc dalej, by za niespełna 8 min dotrzeć do celu! Godzina 9.20 docieramy na sam szczyt! widoki zapierają dech w piersiach. Wzmacniamy się ciasteczkami z czekoladą, popijamy wodę. Wszyscy jestesmy zmęczeni. Nasze obuwie dawało wiele do życzenia, ale naważniejsza była nasza determinacja i wspólne wsparcie! Radości jednak nie było końca!
Wszystko co widzielismy w trakcie wspinaczki, nabrało teraz innego wymiaru, widziane było z perspektywy ZDOBYWCY, ZWYCIĘZCY! A widoki . . . Port w Calpe, gdzie serwują świeże owoce morza w licznych restauracjach.
Strona północna
Za wzgórzami Benidorm. Widok na linię brzegową.
Co wzbudziło niemały podziw, to fakt obecności, małych zwinnych zdobywców:) . . . dotarły przed nami:)
Do zdjęć równie dobrze pozowała, przyjazna mewa, która zasilała swoje baterie energetyczne podobnie jak my ciastkami z czekoladą:)
Nie byliśmy sami na szczycie, była grupka Anglików, po chwili dołączyli Hiszpanie. Wszyscy mimo zmęczenia pochłonięci byli robieniem zdjęć.
Osiaganie górskich szczytów to zdobywanie celu wczesniej wyznaczonego. Nie da się jednak przeskakiwać z jednego szczytu na drugi, nie da się ominąc pewnego szlaku i dotrzeć do celu. To chwile zwątpienia i pokonywanie własnych słabości. Czasem bywa naprawdę ciężko, ale jaka jest satysfakcja , gdy dochodzisz tam gdzie chciałeś, ze świadomością pokonania własnego siebie. Zupełnie jak w kluczu od Willa S.:) Dziękuje załodze za wsparcie i niezapomniane chwile! Boguś, Tomek, Karolina, Klaudia 
Szesnaście lat w siedem dni
Skoro to koniec tekstu — wybrałem siedem innych z archiwum i wysyłam po jednym dziennie. Do każdego dopisuję, co bym dziś zmienił.
Konferansjer i mówca. Prowadzę gale i konferencje, uczę wystąpień publicznych, pracuję jako coach ICF. Piszę tu od 2010 roku.
Podobne teksty
Mam już 4 latka, czyli blaski i cienie blogowego światka
4 lata to całkiem spory kawał czasu. W urodzinowym artykule przybliżę najważniejsze sprawy, jak się zaczęła ta…
Dom do góry nogami
Ktoś kiedyś argumentował ze coś tam coś tam to tak jakby zacząć stawić dom od dachu ;) i prosze - można? Czy to ma…
Nie tak źle, jak nam chcą to pokazać
Tak na szybko, choć na dworze mroźno, to ja na gorąco dziele się z Tobą moimi spostrzeżeniami. Otóż, przedwczoraj…
5 komentarzy
Najstarszy z 2010 roku-
Robert
Ale fajosko 🙂
Pozdrawiam
-
Ada
Przez chwilę miałam wrażenie, że idziesz tam w tych japonkach 😛
-
Wojtek
Dobrze sobie pooglądać takie radosne zdjęcia i przypomnieć, jak piękny jest świat.
Pojechałoby się jeszcze raz, choćby na Machu Picchu…
🙂
http://pasjaswiata.pl/machu-picchu-szlak-przez-santa-maria-czyli-jak-zaoszczedzic-kilka-dolarow/
